Dzisiejszy wpis poświęcę spotkaniu. Spotkanie to miało miejsce niedawno. Zaledwie pare tygodni temu, trwało troszkę ponad godzinę. Być może nie było w tym nic specjalnego, wzruszającego. Dla mnie jednak punkt widzenia z jakiego zostanie napisana dalsza częśc tekstu jest bardzo ważny. Wszystko miało miejsce w specjalnym ośrodku szkolna wychowawczym. Chłopak, który wcześniej nigdy nie przebywał wśród niepełnosprawnych dzieci trochę z przypadku, trochę ze zbiegu okoliczności znalazł sie w samym środku świetlicy, tuż po zajęciach. Poprosisłam go, żeby w paru zdaniach opisał swoje wrażenie. Posłuchajcie:
To co przedewszystkim dominowało przed wejściem to uczucie lekkiego zaniepokojenia, może strachu. Wynikającego z czego, być może z nieznajomości ludzi. Tak to na pewno nieznajomość. Zaraz po wejściu staram się jakoś usadowić, w neutralnym miejscu, niezbyt rzucać się w oczy. Grupka podopiecznych kręci się po sali, częśc coś rysuje, część w coś gra. Po chwili obserwacji widzę, że dzieci są radosnę, rozbrykane to prawda, ale szczerze radosne. Szczerość to coś co dominuje w ich osobowości, być może tylko mi się tak wydaje, ale w ich zachowaniu nie ma niczego udawanego, wszystko jest spontaniczne i naturalne. Jak się dowiedziałem jeden chłopiec obchodził urodziny(chyba ?). Postanowiłem złożycć mu życzenia to co mnie urzekło, to rzeczywista radośc przyjmujęcego, który już w momencie wypowiadania słów rzucił mi się na szyję i szczerze ucałowała w oba policzki, jeden po drugim, dynamicznie i zamaszyście. Chyba od tej chwili rzeczywiście przestałem czuć się obco. Gdyby wszyscy ludzie byli tak otwarci, prawdziwi, życie byłoby prostsze, trawa zieleńsza, światło jaśniejsze, a noc piękniejsza.